Piotr Pawłowski ze znaczkiem 150 numer magazynu Integracja

Nie tylko o tym, kiedy, gdzie i dlaczego zaczęła się „Integracja”, opowiada Piotr Pawłowski, jej założyciel i nieprzerwanie od 150 numerów redaktor naczelny.

Grzegorz Kapla: Kiedy pierwszy raz pomyślał Pan o odpowiedzialności?

Piotr Pawłowski: W dniu, w którym pierwszy raz usiadałem na wózku. Pomyślałem wtedy, że od tej chwili jestem całkowicie zwolniony z odpowiedzialności.

Każdy by tak pewnie pomyślał.

Wypadek, utrata sprawności pojawiły się w tym momencie życia, kiedy miałem za chwilę być dorosły, a po nim – nie mogłem mieć na nic wpływu, bo straciłem sprawność.

Miał Pan alibi.

Tak. Zrzuciłem odpowiedzialność na innych. Kiedy złamałem kręgosłup, miałem 16 lat i myślałem, że odtąd cała reszta życia nie będzie w moich rękach, bo już nie jestem kreatorem, gdyż straciłem sprawność. Tak mi mówiła głowa, że ludzkie funkcjonowanie jest uzależnione wyłącznie od sprawności fizycznej. Z czasem zacząłem jednak dochodzić do prawdy, dojrzewać do myśli, że jeśli ktoś nie ma w głowie, to ma w nogach, a skoro nie mam w nogach, to powinienem mieć w głowie. I to był chyba moment, kiedy wziąłem tę odpowiedzialność. Na razie tylko za siebie. Odpowiedzialność za swoje życie. W którymś momencie zaczęło mi zależeć, żeby jednak dalej żyć i funkcjonować.

Na początku Panu nie zależało?

Nie. Wtedy sądziłem, że życie bez sprawności nie ma najmniejszego sensu. Jak bez niej żyć? Jak funkcjonować? Przed wypadkiem byłem koszykarzem, i to dobrze zapowiadającym się zawodnikiem. Utrata sprawności w momencie, kiedy planuje się przyszłość związaną ze sprawnością fizyczną i byciem sportowcem, była katastrofą. Wszystko legło w gruzach. Kiedy na przykład chłopaka rzuca dziewczyna, pojawia się cierpienie, wydaje mu się, że sobie nie poradzi. Z drabiną cierpienia jest tak, że im wyżej wejdziesz, tym bardziej boli upadek. Ja zawędrowałem na tej drabinie bardzo wysoko: złamałem kręgosłup. Obudziłem się w szpitalu. Lekarz powiedział: „Sorry, Piotr, ale resztę życia trzeba przejechać na wózku, bo medycyna jest bezradna”. To nie jest takie proste, że sobie powiesz: „Dobrze, Panie Boże, skoro mam jechać na wózku, to pojadę na wózku”. (…)

Tego nie wiem. Znam jednak kilka osób, które potrafiły tak powiedzieć, ale myślę, że tych, które nie potrafiły, nie mamy szansy poznać.

Tak, bo siedzą w czterech ścianach, nie funkcjonują w społeczeństwie.

Cały wywiad możesz przeczytać na portalu Niepelnosprawni.pl.

Przejdź na górę strony