Mec. Beata Bosak-Kruczek

Minął kolejny miesiąc od śmierci Piotra Pawłowskiego, założyciela i prezesa Integracji. Od tego dnia, 8 października 2018 r., trwają intensywne czynności prokuratora w sprawie ustalenia przyczyny śmierci, wyjaśnienia serii nieprofesjonalnych działań ekipy reanimacyjnej pogotowia ratunkowego oraz przygotowania do postawienia najcięższych zarzutów osobom winnym zaniedbań i zaniechań. Opowiada o tym pełnomocnik rodziny, mecenas Beata Bosak-Kruczek.

 

Tomasz Przybyszewski, Agnieszka Sprycha: Jak ocenia Pani postęp śledztwa w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci Piotra Pawłowskiego?

Mec. Beata Bosak-Kruczek: Prokurator, który został przydzielony do tej sprawy, co wielokrotnie powtarzam, jest jak… z kosmosu. Pracując 24 lata, nie spotkałam takiej osoby. Dostałam od niego kilka dni temu o trzeciej rano SMS-a – pracował właśnie nad aktami sprawy pana Piotra – w którym napisał mi, że swym zaangażowaniem „oddaje hołd Piotrowi Pawłowskiemu za to, co zrobił dla ludzi”, a on może „tylko sprawić, by prawda zatriumfowała”. To pokazuje ogromne zaangażowanie, ale też oznacza, że czuje się on zobowiązany, aby sprawiedliwości stało się zadość.

Niesamowici są ludzie zaangażowani w to, żeby ustalić przyczynę śmierci pana Piotra, w pokazanie nieprawidłowości w pogotowiu, powodujących, że wszyscy jesteśmy narażeni na to, co go spotkało. Niesamowite, że ratownicy znaleźli mnie i skontaktowali się, choć na początku anonimowo. Teraz jesteśmy w stałym kontakcie…

Co ich do tego skłoniło?

Oni, jeżdżąc z takim lekarzem, jaki był w zespole reanimacyjnym pana Piotra, nie czuli się bezpiecznie. Chcieliby mieć u boku lekarza, który jest ich szefem, wspiera, działa profesjonalnie, podejmuje decyzje. Tak, jak powinno być.

Jak z wiedzy, którą może Pani przekazać, z dokumentów, wyglądał ten tragiczny 3 października 2018 r.?

Pani Ewa Pawłowska, żona pana Piotra, gdy zauważyła, że mąż stracił przytomność, zadzwoniła pod numer 112. Trafiła na świetnego dyspozytora, co mogę potwierdzić, ponieważ odsłuchaliśmy z prokuratorem nagranie rozmowy z nim pani Ewy. To wstrząsające 4,5 minuty. Dyspozytor świetnie poprowadził akcję reanimacyjną pana Piotra przez telefon. Krok po kroku mówił, co trzeba zrobić, i pani Ewa to zrobiła. W pewnym momencie na jego pytanie: „Ewa, sprawdź, czy jest tętno na tętnicach szyjnych?”, słychać, że z radością odpowiada: „Tak, jest”. „Zobacz, czy jest oddech?”. Pani Ewa odpowiada: „Jest oddech”. Powiedział wtedy, że za niecałą minutę – bo cały czas był w kontakcie z karetką – wejdą ratownicy. Słyszymy na nagraniu, że wchodzą. Dwoje ratowników i lekarz.

Pani Ewa przywróciła akcję serca?

Tak. Stanęła na wysokości zadania. Przywróciła mężowi oddech i krążenie. Kiedy przyjechało pogotowie i ratownicy podłączyli monitor, była akcja serca.

Na to są dowody?

Oczywiście. Prokurator zabezpieczył kartę pamięci kardiomonitora i mamy wydruk. Można zobaczyć sekunda po sekundzie, jak pracowało serce pana Piotra do momentu, kiedy został przywieziony na Szpitalny Oddział Ratunkowy (SOR)…

Cały wywiad przeczytasz na portalu Niepelnosprawni.pl.

Przejdź na górę strony